Hej!
Oto i jest rozdział 6 :) Po wielu godzinach rwania włosów z głowy w końcu go napisałam.
Na początku chciałabym pożegnać tutaj bardzo ważną dla mnie osobę, która niedawno odeszła. [*]
Na początku chciałabym pożegnać tutaj bardzo ważną dla mnie osobę, która niedawno odeszła. [*]
Zabrzmiał dzwon nad miastem chmur.
Na spotkanie wyszedł ci
twój anioł stróż.
Zabrać cię chce,
choć nie dowierzasz mu.
Bo życie krótkie jest
jak droga do domu.
Jednak poddasz się
i chwycisz jego dłoń.
Przemierzając świat
trafisz na swój niedowierzania ton.
Chwycisz wiatr i pójdziesz pośród chmur.
Przemierzając świat
jak liść co spada wciąż w dół.
Bo taki twój los i nie zmienisz go...
Nie smucąc wam już więcej zapraszam na nowy rozdział.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Draco POV.
Po obiedzie w WS od razu skierowałem swoje kroki w stronę pokoju wspólnego prefektów. Musiałem się napić. Musiałem w końcu pozbyć się tej nieznośnej gryfonki z mojej głowy. Od pierwszej lekcji eliksirów cały czas siedzi mi w głowie jej cudowny, anielski głos. On daje mi ukojenie, ale też doprowadza do szaleństwa. Nie wiem co się ze mną dzieje. Gdy jej nie ma w pobliżu czuję się źle, natomiast gdy jest blisko cały świat wydaje się cudowny. Nawet teraz słyszę ten aksamitny głos "Malfoy. To może prowadzić do alkoholizmu.". To jest takie denerwujące, ale nie chcę się od tego uwolnić. Nie zrezygnuje z niej. Nigdy...
Herm POV.
Na kolację poszłam razem z Ginny. Nie mogłam doczekać się momentu, gdy zobaczę nowego nauczyciela OPCM. Przez cały dzień snułam domysły kto to taki. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach. Dumbledor klasnął i głowy uczniów zwróciły się w jego kierunku.
-Witam was moi drodzy! Zapewne słyszeliście, że do naszego grona nauczycielskiego dołączy nowa osoba. więc żeby nie przedłużać powitajcie nowego nauczyciela OPCM- Remusa Lupina!
W sali rozbrzmiały oklaski. Po chwili przez drzwi wszedł profesor Lupin z Nimfadorą Tonks. Z uśmiechami na twarzach ruszyli środkiem WS. Gdy byli już blisko mnie poderwałam się z miejsca i pobiegłam w ich kierunku. Najpierw uścisnęłam Tonks, a później Remusa.
-Mionka ależ wyładniałaś!-powiedziała rozpromieniona Nimfadora.
-Dziękuję. Co u was słychać?
-Jak zawsze. Zamierzamy w końcu wyprowadzić się od mojej ciotki.-napomknęła Tonks.
-To chyba dobrze.-powiedziałam niepewnie.
-Oczywiście. W końcu nikt nie będzie poprawiał mnie kiedy gotuje.-powiedział z wyniosłą miną Remus.
-Remusie, Nimfadoro. Czy mogę was prosić do mojego gabinetu?-zapytał Dumbledor.
-Oczywiście, już idziemy.-odpowiedzieli zgodnie i ruszyli za Albusem.
-Hermiono, czy możesz przyjść do mnie po uczcie?
-Oczywiście profesorze Dumbledor.
-Dobrze. Zacznijmy więc ucztę.
Na stołach pojawiły się różne przysmaki. nałożyłam sobie trochę ciasta dyniowego i sałatkę z kurczakiem. Nie byłam głodna. Moja podświadomość podpowiadała mi, że dzisiaj wydarzy się coś złego, ale ja zignorowałam te sygnały. To był błąd.
Po skończonej uczcie udałam się do gabinetu dyrektora Hogwartu. Zapukałam do drzwi i weszłam. Dumbledor siedział przy swoim biurku i czytał jakiś list.
-Witaj Hermionko. Lepiej żebyś usiadła.
-Dobry wieczór profesorze.-odpowiedziałam ze strachem i zajęłam miejsce na krześle koło biurka Albusa.
-Dzisiaj ktoś zaatakował pani rodziców panno Granger.
Momentalnie zbladłam.
-Ale jak to? Czy oni żyją? Kto to zrobił?-mówiłam jak nakręcona.
-Spokojnie Hermiono. Twoi rodzice żyją i są bezpieczni. Zostali potraktowani cruciatusem i zaklęciem zapomnienia. To może być dla ciebie trudne, ale ktoś wykasował z ich głów wszystkie wspomnienia dotyczące właśnie twojej osoby Hermionko. Oni nie pamiętają, że mają córkę.
-Kto to zrobił profesorze?-zapytałam ze łzami w oczach.
-Może to być dla ciebie szok, ale świadek zdarzenia widział cię tam wtedy.
Jeśli się dało to zbladłam jeszcze bardziej.
-Profesorze. Jak to jest możliwe skoro cały czas byłam na terenie szkoły?
-Prawdopodobnie ktoś użył eliksiru wielosokowego. Na razie chciałbym aby nikt nie dowiedział się o zaistniałej sytuacji dla bezpieczeństwa śledztwa. I niestety muszę zabronić ci wychodzić poza teren Hogwartu. To postanowienie ministra.
-Dobrze profesorze. Czy mogę już iść? Nie czuję się najlepiej.
-Oczywiście moje dziecko. Dobranoc.
-Dobranoc profesorze.
Wyszłam z gabinetu Dumbledora i poszłam w stronę mojego dormitorium. Nie spotkałam nikogo na korytarzu co było bardzo dziwne. Kroczyłam wśród ciemności nieświadoma tego, że ktoś mnie śledzi...
-Cześć Granger- rozbrzmiał czyjś głos za moimi plecami.
-Aaaa!-krzyknęłam. Szybko wyciągnęłam różdżkę i się odwróciłam.
Przede mną stał uśmiechnięty od ucha do ucha Malfoy we własnej osobie.
-Malfoy ty dupku! Wystraszyłeś mnie.
-Myślałem, że gryfoni się nie boją.
-Zamknij się.
Poczułam, że nogi mam jak z waty. Osunęłam się. Zemdlałam...