piątek, 21 marca 2014

Rozdział 6

Hej!

Oto i jest rozdział 6 :) Po wielu godzinach rwania włosów z głowy w końcu go napisałam.
 Na początku chciałabym pożegnać tutaj bardzo ważną dla mnie osobę, która niedawno odeszła. [*]

Zabrzmiał dzwon nad miastem chmur.
Na spotkanie wyszedł ci
twój anioł stróż.
Zabrać cię chce,
choć nie dowierzasz mu.
Bo życie krótkie jest 
jak droga do domu.
Jednak poddasz się
i chwycisz jego dłoń.
Przemierzając świat
trafisz na swój niedowierzania ton.
Chwycisz wiatr i pójdziesz pośród chmur.
Przemierzając świat
jak liść co spada wciąż w dół.

Bo taki twój los i nie zmienisz go...

Nie smucąc wam już więcej zapraszam na nowy rozdział. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Draco POV.

Po obiedzie w WS od razu skierowałem swoje kroki w stronę pokoju wspólnego prefektów. Musiałem się napić. Musiałem w końcu pozbyć się tej nieznośnej gryfonki z mojej głowy. Od pierwszej lekcji eliksirów cały czas siedzi mi w głowie jej cudowny, anielski głos. On daje mi ukojenie, ale też doprowadza do szaleństwa. Nie wiem co się ze mną dzieje. Gdy jej nie ma w pobliżu czuję się źle, natomiast gdy jest blisko cały świat wydaje się cudowny. Nawet teraz słyszę ten aksamitny głos "Malfoy. To może prowadzić do alkoholizmu.". To jest takie denerwujące, ale nie chcę się od tego uwolnić. Nie zrezygnuje z niej. Nigdy...

Herm POV.

Na kolację poszłam razem z Ginny. Nie mogłam doczekać się momentu, gdy zobaczę nowego nauczyciela OPCM. Przez cały dzień snułam domysły  kto to taki. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach. Dumbledor klasnął i głowy uczniów zwróciły się w jego kierunku.
-Witam was moi drodzy! Zapewne słyszeliście, że do naszego grona nauczycielskiego dołączy nowa osoba. więc żeby nie przedłużać powitajcie  nowego nauczyciela OPCM- Remusa Lupina!
W sali rozbrzmiały oklaski. Po chwili przez drzwi wszedł profesor Lupin z Nimfadorą Tonks. Z uśmiechami na twarzach ruszyli środkiem WS. Gdy byli już blisko mnie poderwałam się z miejsca i pobiegłam w ich kierunku. Najpierw uścisnęłam Tonks, a później Remusa.
-Mionka ależ wyładniałaś!-powiedziała rozpromieniona Nimfadora.
-Dziękuję. Co u was słychać?
-Jak zawsze. Zamierzamy w końcu wyprowadzić się od mojej ciotki.-napomknęła Tonks.
-To chyba dobrze.-powiedziałam niepewnie.
-Oczywiście. W końcu nikt nie będzie poprawiał mnie kiedy gotuje.-powiedział z wyniosłą miną Remus.
-Remusie, Nimfadoro. Czy mogę was prosić do mojego gabinetu?-zapytał Dumbledor.
-Oczywiście, już idziemy.-odpowiedzieli zgodnie i ruszyli za Albusem.
-Hermiono, czy możesz przyjść do mnie po uczcie?
-Oczywiście profesorze Dumbledor.
-Dobrze. Zacznijmy więc ucztę.
Na stołach pojawiły się różne przysmaki. nałożyłam sobie trochę ciasta dyniowego i sałatkę z kurczakiem. Nie byłam głodna. Moja podświadomość podpowiadała mi, że dzisiaj wydarzy się coś złego, ale ja zignorowałam te sygnały. To był błąd.
Po skończonej uczcie udałam się do gabinetu dyrektora Hogwartu. Zapukałam do drzwi i weszłam. Dumbledor siedział przy swoim biurku i czytał jakiś list. 
-Witaj Hermionko. Lepiej żebyś usiadła. 
-Dobry wieczór profesorze.-odpowiedziałam ze strachem i zajęłam miejsce na krześle koło biurka Albusa. 
-Dzisiaj ktoś zaatakował pani rodziców panno Granger.
Momentalnie zbladłam.
-Ale jak to? Czy oni żyją? Kto to zrobił?-mówiłam jak nakręcona. 
-Spokojnie Hermiono. Twoi rodzice żyją i są bezpieczni. Zostali potraktowani cruciatusem i zaklęciem zapomnienia. To może być dla ciebie trudne, ale ktoś wykasował z ich głów wszystkie wspomnienia dotyczące właśnie twojej osoby Hermionko. Oni nie pamiętają, że mają córkę.
-Kto to zrobił profesorze?-zapytałam ze łzami w oczach.
-Może to być dla ciebie szok, ale świadek zdarzenia widział cię tam wtedy.
Jeśli się dało to zbladłam jeszcze bardziej.
-Profesorze. Jak to jest możliwe skoro cały czas byłam na terenie szkoły?
-Prawdopodobnie ktoś użył eliksiru wielosokowego. Na razie chciałbym aby nikt nie dowiedział się o zaistniałej sytuacji dla bezpieczeństwa śledztwa. I niestety muszę zabronić ci wychodzić poza teren Hogwartu. To postanowienie ministra.
-Dobrze profesorze. Czy mogę już iść? Nie czuję się najlepiej.
-Oczywiście moje dziecko. Dobranoc.
-Dobranoc profesorze.
Wyszłam z gabinetu Dumbledora i poszłam w stronę mojego dormitorium. Nie spotkałam nikogo na korytarzu co było bardzo dziwne. Kroczyłam wśród ciemności nieświadoma tego, że ktoś mnie śledzi...
-Cześć Granger- rozbrzmiał czyjś głos za moimi plecami.
-Aaaa!-krzyknęłam. Szybko wyciągnęłam różdżkę i się odwróciłam.
Przede mną stał uśmiechnięty od ucha do ucha Malfoy we własnej osobie.
-Malfoy ty dupku! Wystraszyłeś mnie.
-Myślałem, że gryfoni się nie boją.
-Zamknij się.
Poczułam, że nogi mam jak z waty. Osunęłam się. Zemdlałam...

środa, 12 marca 2014

Rozdział V

Tum Turum Tum!

Oddaję w wasze ręce nowy rozdział. Przepraszam za opóźnienie. :) Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba. Nie przeciągając: Enjoy! <3


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hermiona POV

Było już pięć minut po dzwonku, a Malfoy'a jak nie było tak nie ma.
Jeśli się za chwile nie pojawi to mu chyba przyłożę przy najbliższej okazji.-pomyślałam.
-Panno Granger, Panno Lavender. Gdzie są wasi partnerzy?-zapytał profesor Slughorn.
-Nie wiemy profesorze.-odpowiedziałyśmy zgodnie.
-No dobrze. Trudno, Zacznijcie bez nich.
-Dobrze profesorze.
Zaczęłam kroić ingerencje do eliksiru, gdy nagle do klasy wpadli zdyszani Malfoy i Zabini. Przyznam, że ucieszyłam się na ich widok.
-Przepraszamy za spóźnienie, ale profesor Sprout poprosiła nas byśmy przynieśli panu korzenie Mandragory.
-Ach. Tak, tak. Dziękuje wam. A teraz wracajcie do pracy. 
Próbowałam nie spoglądać na Malfoy'a, gdy szedł w moją stronę.
-Tęskniłaś Granger?- zapytał z uwodzicielskim? uśmieszkiem.
-Chciałbyś Malfoy.- odparłam oschle.
Zaśmiał się cicho na moją odpowiedź i zaczął kroić płatki irysów.
-Z czego się śmiejesz?
-Z ciebie Granger.
-Ze mnie? Co takiego jest we mnie śmiesznego?
-Może to, że masz coś na głowie?- parsknął i wybuchł jeszcze donośniejszym śmiechem.
-Cokolwiek to jest masz to natychmiast zabrać!- powiedziałam spokojnie akcentując każdy wyraz.
-Teodora! Tu jesteś!- krzyknął Nevil na całe gardło.
Longbotton podbiegł do mnie i ściągnął z mojej głowy swoją ropuchę. 
-Dziękuję Hermiono, że znalazłaś Teodorę.
-Nie ma za co Nevil.
Spojrzałam na Malfoy'a który powstrzymywał śmiech.
No już Malfoy! Śmiej się ze mnie! Co ci szkodzi? Przecież jestem tylko nic nie wartą szlamą!
Blondyn od razu spoważniał.
-Nie nazywaj się tak.
-Czemu? Ty możesz mnie tak nazywać, a ja już nie?
-Po prostu tego nie rób Granger.
To była bardzo dziwna sytuacja. Malfoy. W zasadzie nie wiem co mam o nim myśleć. Najpierw nazywa mnie szlamą, później się powstrzymuje, a na koniec zakazuje mi mówić tak do siebie. To trochę nie w jego stylu. Musi go coś gryźć. Resztę lekcji byliśmy pogrążeni w ciszy. Przyłapałam się na tym, że co chwila na niego spoglądam. Chyba już całkowicie zwariowałam. Skończyliśmy pierwszy etap przyrządzania eliksiru. Inne pary jeszcze zmagały się z amortencją. Niektórzy (czyt. Seamus) sprzątali po wybuchu.
-Granger.
-Co?
Chwilę się wahał aż w końcu powiedział:
-Już nic.
-Um. Ok. Lepiej tutaj posprzątam.
Starłam resztki eliksiru i składników z ławki. Resztę lekcji przesiedziałam z nosem w książce. Gdy zadzwonił dzwonek udałam się na obiad do WS. Jak zwykle usiadłam na swoim starym miejscu obok Ginny, a na przeciwko Harry'ego i Rona.
-Hej Mionka! Słyszałaś najnowsze ploteczki?- zapytała Ryża z entuzjazmem.
-Nie. Mów Ruda.
-Otóż podobno w szkole ma być nowy nauczyciel OPCM!
-Kto to taki?
-No właśnie nie wiadomo. Dumbledor nie chciał powiedzieć nawet Harry'emu- odparła Ginny z irytacją.
-Ciekawe kto to taki.

*****

Reszta obiadu minęła na rozmowach o ubraniach, kosmetykach i quiditchu. Po obiedzie udałam się do mojego dormitorium. Miałam nadzieję, że nie zastanę tam Malfoy'a. Oczywiście po raz kolejny tego dnia szczęście nie było po mojej stronie. Gdy tylko weszłam do PW zobaczyłam blondyna rozłożonego na kanapie. Trzymał w dłoni butelkę Ognistej do połowy opróżnioną.
-Malfoy. To morze prowadzić do alkoholizmu.
Nic nie odpowiedział pochłonięty przez swoje myśli.
Zrezygnowana ruszyłam do swojego pokoju odrobić lekcje. Stosunkowo szybko uporałam się z wypracowanie dla McGonagal. Stwierdziłam iż mam jeszcze trzy godziny do kolacji. Postanowiłam, że najpierw wezmę relaksującą kąpiel, a później pójdę do Ginny. Zabrałam czystą bieliznę, ręcznik, ubrania na zmianę i ruszyłam do łazienki. W salonie nie spotkałam Malfoya.
Po długiej i relaksującej kąpieli ruszyłam na poszukiwania wiecznie zakręconej Ginevry.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

~~czytasz = komentujesz  :)





niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 4

Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem <3


Herm POV.

-Mina Malfoya w WS-bezcenna
-Kipiał ze złości. Tego nie da się zapomnieć!
-Ginny szybko! Za dwie minuty rozpoczynają się lekcje!
-O cholera! Nie mam książek! Widzimy się na obiedzie!-odkrzyknęła gdy biegła w stronę swojego dormitorium.
Pierwszy dzień a ona się spóźni. Ach ta Ginny. Wietrznie roztrzepana. Nie to co ja.
Szybko ruszyłam w stronę lochów. Nie chciałam się spóźnić już pierwszego dnia.
-Ugh. Wszystkie lekcje ze ślizgonami. Ja chyba zwariuje! 
Dotarłam do sali od eliksirów idealnie z dzwonkiem. Profesor Slughorn otworzył drzwi do klasy i zaprosił nas do środka. Gdy zajęliśmy miejsca w ławkach profesor powiedział:
-Witam was, na pierwszych w tym roku szkolnym zajęciach z eliksirów. Jestem profesor Slughorn i w tym roku będę was uczył. Przejdźmy do lekcji. Czy ktoś wie co to jest Felix Felicis?
Moja ręka automatycznie wzbiła się w górę.
-Tak panno Granger?
-Felix Felicis inaczej Płynne Szczęście.
-Dziękuje. Dziesięć punktów dla Gryffindoru. W tym tygodni będziecie mieli za zadanie uwarzyć Amortencję. Para która wykona to zadanie najlepiej dostanie ode mnie trochę Płynnego Szczęścia. W ramach projektu pojednania domów będziecie wykonywać eliksir w parze z osobą z innego domu.
-Co?!-rozbrzmiały głosy gryfonów i ślizgonów.
-Bez marudzenia! Dobierzcie się w pary i zaczynajcie!
Wszyscy biegali po klasie i szukali odpowiedniej osoby. Harry dobrał się z jakimś przystojnym brunetem, a Ron z jakąś blondynką, której nie znałam. Popatrzyłam po klasie, kto nie ma jeszcze pary i stwierdziłam, że zostałam tylko ja i Malfoy. No po prostu pięknie! Czasami myślę, że mam ogromnego pecha.Sądząc po minie Malfoya, on też nie jest szczególnie zachwycony. Raz się żyje.-pomyślałam. Ruszyłam w stronę ostatniej wolnej ławki. Zajęłam swoje miejsce, a zaraz potem dołączył do mnie blondyn.
-Idź po składniki, a ja zajmę się czytaniem przepisu.
-Sama idź. Mam ciekawsze rzeczy do roboty niż warzenie eliksiru.
-Malfoy! Rusz dupę ty zapchlona fretko! Nie będę wszystkiego za ciebie robić!
-Nie podnoś na mnie głosu szla... Granger!
Stałam osłupiała, a wszyscy patrzyli na nas. Czy Malfoy właśnie powstrzymał się od nazwania mnie szlamą? Ja normalnie nie wierzę.Patrzę się na niego z otwartą buzią i utkwionym w nim wzrokiem.
-Granger! Do jasnej cholery! Ogarnij się!
Potrząsnęłam głową i zaczęłam czytać instrukcję, jak uwarzyć eliksir.
-Idę po te cholerne składniki.-powiedział platynowy i ruszył w stronę składzika.
Nim się obejrzałam on już wrócił.
-Coś jeszcze Granger?
-Jeszcze pięć płatków irysów.-odpowiedziałam zaczytana.-Pokrój korzenie mandragory w kosteczkę.
Draco zabrał się za robotę bez mrugnięcia okiem.
-Lekcja dobiegła końca! Widzimy się po przerwie!- powiedział profesor Slughorn i zniknął za drzwiami swojego gabinetu.
-Miona! Idziesz ze mną i Ronem na błonia?-zapytał Harry.
-Jasne tylko tutaj posprzątam. Malffoy zetrzy... . Gdzie on na Godryka jest? Ja się kiedyś powieszę normalnie! Wszystko muszę robić sama!
-Hermiona idziesz czy nie?
-Idę Harry!
Zabrałam swoją torbę z ławki i ruszyłam na błonia.
-No wreszcie. Już myśleliśmy, że korzenie zapuściłaś w tej klasie.-powiedział Ron, po czym wraz z Harrym wybuchli śmiechem.
-Hahaha. Bardzo śmieszne chłopaki.- odparłam ironicznie.
-Hermi nie obrażaj się.- powiedzieli w tym samym czasie wybraniec i rudy, po czym wybuchli jeszcze większym śmiechem. Po chwili również do nich dołączyłam. Cudownie było poczuć się jak kiedyś, gdy nie mieliśmy jeszcze żadnych zmartwień. Warto żyć dla takich chwil jak ta.


Anonim POV.

Stałam/em w cieniu murów Hogwartu. Obserwowałam/em pewną trójkę przyjaciół. Byli radośni, śmiali się. Szkoda-pomyślałem/am. - Niedługo to się skończy. Ciesz się Granger póki jeszcze możesz. Szkoda, że nie zdajesz sobie sprawy, co cię czeka ty brudna szlamo. Już niedługo zemszczę się. Pożałujesz tego co zrobiłaś...


Malfoy POV.

Siedziałem z diabłem na hogwardzkim korytarzu. Miałem idealny widok na Świętą Trójcę. Śmiali się. Poczułem ukłucie smutku, że to nie ja jestem na miejscu Potter'a i Weasley'a. Trudno było mi się przyznać przed samym sobą. Czuje coś do Granger, tylko nie wiem co. Nigdy nie mówiłem otwarcie o swoich uczuciach. Nigdy nie powiedziałem matce, Ze ją kocham. Nigdy.
Blaise chyba coś podejrzewa, bo ciągle mnie obserwuje, jednak o nic nie pyta. Jestem mu za to wdzięczny. Diabeł to mój jedyny przyjaciel. Jest dla mnie jak brat. Jako jedyny zna mnie tak dobrze.
-Smoku powiedz co cię gryzie.
-Nie mam ochoty.
-Chodzi o Granger?
Nie odezwałem się. Byłem zbyt zdziwiony. Wiedziałem, że Blasie się czegoś domyśla, ale żeby aż tak?Zatkało mnie.
-Wiedziałem! Smoczek się zakochał! Za za za kochał kochał!!!
-Zamknij się debilu! Nie chcę, żeby od razu cała szkoła się dowiedziała, chyba, że chcesz by przypadkowo wszyscy dowiedzieli się, że wzdychasz do pewnej rudej wiewiórki.-odparłem z przebiegłym uśmiechem.
-Nie możesz...
-Ja mogę wszystko Diable. Przecież jestem Malfoyem.
-Ty wredna tchórzofretko...
-Nie przesadzaj Diable...
-No dobra kochanie...
-Nie. Nazywaj. Mnie. Kochanie!!!
-No już spokojnie. Masz okres czy co?
-Przestań Zabini! Moja cierpliwość się kończy.
-Diabełek jest już grzeczny i potulny jak hmmm... Diabełek.
-Chodźmy na lekcje mój rudy Diabełku.
-nie igraj ze mną Malfoy.
-Dobra, dobra. Chodźmy już, bo Granger mnie zabije jeśli się spóźnię!
-Malfoy pod pantoflem panny Granger! Już kocham ten dzień.- odparł Blaise z uśmiechem na ustach. :)

*****

Oto i rozdział nr. 4. Pisząc go jadłam placki z jabłkami :) Mi się osobiście podoba. 

PS Przepraszam, że rozdział dodaję z ponad tygodniowym opóźnieniem, ale brak weny zrobił swoje :(
Love ya! <3

~~czytasz=komentujesz :*